Aby wyjść ze strefy komfortu, trzeba najpierw w niej się znaleźć

Spodziewamy się, że ta historia przyda się każdemu.
aby wyjść ze strefy komfortu

Wiesz, wszyscy wokół mnie chcą wyjść ze strefy komfortu. Nie tylko klienci. Bliski, przyjaciele, znajomi. Normalne na wygląd znajome!

Blade, chronicznie niedosypiające ludzie mówią: "Trzeba po prostu wyjść ze strefy komfortu i pognać siebie na siłownię". Ludzie z atakami paniki mówią: "Trzeba wyjść ze strefy komfortu i przestać użalać się nad sobą". Ludzie, żyjące ciężkie, bardzo niesłodkie życie, mówią: "Chce się wyjść już ze strefy komfortu i przestać jeść słodycze". To jeszcze nie najgorsze wyrównanie. Niektóre prosto mówią "przestać jeść". Widzą radykalne rozwiązanie problemu.

U mnie od takich słów zaczyna niespokojnie mrugać oko. Wytłumaczę.

Aby wyjść ze strefy komfortu, trzeba najpierw w niej się znaleźć.

Co to jest "strefa komfortu"? To takie miejsce, gdzie jest ciepło, przytulnie, wolno, smacznie, radośnie i bezpiecznie. Gdzie ciebie kochają i poważają. Gdzie o ciebie dbają (i ty też dbasz).

I wielu z nas takiej strefy po prostu nie mają, gdzie o nas dbają. W najlepszym wypadku jest strefa, żeby odleżeć się czy pospać. To więcej aniżeli nic, lecz niezupełnie to. To jak alkohol w mróz – w zasadzie pomaga, ale nie na długo.

Znajdując się w strefie komfortu, należy się w niej trochę pobyć. Odpocząć duszą. Dopiero potem – wychodzić.

To odczucie z niczym nie pomylisz – gdy siły wystarcza na wszystko i jesteś gotowy, zapewne jeszcze czemukolwiek się nauczyć; obudzić się wcześnie rano i pójść na jogę; pomyśleć o roboczym projekcie, który pół roku wisi w planach.

I tu jest bardzo ważne, żeby impuls do działania powstał wcześniej niż sama myśl. Najpierw zaczynasz robić – potem już myślisz. Nie zawsze z piosenką, czasami to ciężka radość pokonywania i myślisz po co do cholery polazłem za kierownicę tego odkurzacza – lecz prawdopodobnie nie z ostatniej siły. Polazł, ponieważ było ciekawie.

Ludzie, którzy mówią o "wyjść ze strefy komfortu", zazwyczaj nie mają na myśli żadnego interesu. Jeśli tłumaczyć ten wyraz na prosty ludzki język, to ono oznacza w przybliżeniu następne: jest mi teraz jakoś źle, no jeśli będę męczyć się jeszcze bardziej, może stanie mi się lepiej?

No nie wiem. Jeśli człowieka z grypą jeszcze pobić w stajni, może on wtedy odzyska zdrowie. Ale to jest mało prawdopodobne, aby od bicia.

Często to brzmi jak samooskarżenie: "Jestem po prostu zbyt leniwy, po prostu nie chcę wychodzić ze strefy komfortu". I u tych słów albo posmak ciężkiego wstydu ("nie jestem wystarczająco dobry, nie dociągam do normy i już"), albo winy ("nie dużo się staram, nie jestem fajny i nikt mnie nie pokocha"). A wstyd i wina jak łopian, zawsze znajdą do czego przyczepić się, bez względu jaki realny sukces osiągnąłeś. Nawet jeśli w końcu przestaniesz użalać się nad sobą i w ogóle przestaniesz jeść (chociaż nie jest to sukces).

Ale na granicy wytrzymałości żaden normalny człowiek długo nie przetrwa.

W wyniku albo odpełznąć z powrotem do "strefy komfortu", albo wpaść do klinicznej depresji (kiedy już nie zły humor, a diagnoza), czy do ciężkiej psychosomatyki.

Jaki wariant bardziej ci się podoba? Dla mnie pierwszy.

Co więcej, na zewnątrz są ciężkie czasy. Ciśnienie informacji. Kryzys finansowy. Zima. Nie ma słońca. I jeśli nagle wiesz, jak dostać się do strefy komfortu, proponuję zostać w niej chociażby do wiosny.

źródło:Facebook
 
 
 
Błąd w tekście? Zaznacz go i kliknij: Ctrl + Enter Systema Orphus© Orphus
Oferty pracy | Kontakty