Nie będę nigdy tak rozmawiał ze swoimi dziećmi

Publikujemy emocjonalny artykuł psychoterapeuty, specjalisty ze zdrowego żywienia i po prostu mamy Olgi Karczewskiej, która objaśnia, dlaczego tak ważne z szacunkiem stosować się do swoich dzieci i lubić ich z bezwzględną miłością.
Nie będę nigdy tak rozmawiał

Wnioski Olgi Karczewskiej komuś mogą poddać się zbyt kategorycznymi, lecz bardzo duża cząstka prawdy w nich jest.

- Wczoraj w metrze siadła na sklep w oczekiwaniu popędu z mamą i synem lat 6. Mama zmęczono i monotonnie tękała jego z szybką częstością na wiejskiej dyskotece. Powszednie tak męczyła, bez szczególnej złości, było widać, że tak u nich jest zawsze. To było tak:

- Mam, u mnie brzuch boli...

- A kto w tym jest winny? Ja ci mówiłam nie jeść tyle. W ogóle miary nie znasz, jak ciebie jak rozdęło. Zjadłam tyle, ile należy, a ty? Po co było tak obżerać się? Popatrz oto na swoje spodnie. Wszystek wysmarował się,jak świnia. Te spodnie tylko wczoraj poprałam i znów trzeba. Wstawaj, pociąg przyszedł. A rzeczy twoje kto brać będzie, stryj Fedor? Wiecznie wszystko wszędzie zostawiasz...

Chłopaczek odwrócił się, wziął swoje rzeczy i smutno poszedł do wagonu. U mnie wewnątrz wszystko zacisnęło się. Z dwóch przyczyn. Po pierwsze, ze mną w dzieciństwie rozmawiali właśnie tak. Po drugie, kiedy bardzo zmęczyłam się, czy byłam przygnębioną, też zachowuję się tak ze swoim synem.

Mi zachciało się siąść obok chłopaczka, pogładzić go po brzuchu, przycisnąć do siebie, powiedzieć coś podobne do: "Nie słuchaj jej, z tobą wszystko w porządku, ty jesteś po prostu dzieckiem. To normalne, że nie znasz miary w pokarmie, u ciebie jeszcze nie na tyle dojrzały mózg, żeby mogłeś siebie kontrolować, tym musi zajmować się twoja mama. To normalne, że brudzisz odzież. Ty dziecko, do tego chłopaczek. Po prostu jesteś zobowiązany od stóp do głowy wyglądać jak górnik. I za swoimi rzeczami nie zawsze możesz upilnować w swoim wieku, tym więcej, że sprawa do północy, bardzo zmęczyłeś" się. I dodać coś podobne do "kocię, zajączek, mój dobry" - jak wołam swojego syna w minuty delikatności. Lecz siadłam w drugiej stronie wagonu, zamknęłam oczy i odczułam, że teraz ktoś będzie płakał. W głowie powstał głos mamy, która krzyczała na mnie na każdym kroku. Do (naturalne – do bólu) bólu są znajome "ręce u ciebie z du.", "komu ty Taka będziesz potrzebna", "boże, no co z ciebie urośnie".

Urosłam i nauczyłam się siebie bronić. Więcej nikomu nie pozwalam rozmawiać ze mną tak samo. Żeby nauczyć się to robić, dla mnie był potrzebny nie jeden rok psychoterapii. Wznowienie zburzonych do podstawy zasięgów. Rekonstrukcja złamanej samooceny. Przyjęcie siebie. Lecz głosy w mojej głowie dotychczas są ze mną. Kosztuje niedużo więcej, czym zazwyczaj, wyjałowieć, i wyświechtana płyta znów zaczyna przegrywać znajome teksty.

Jestem już sama matką, żyję w drugiej części planety, między mną i mamą prawie 8 tysięcy kilometrów. Rzadko widzimy się i nawet rzadko mówimy przez telefon. Przez telefon ona już nauczyła się trzymać swoje rozumowania o moich żeńskich, ludzkich i fachowych jakościach przy sobie. Ona nawet nauczyła się pisać smsa "ciebie lubię!" Chociaż jeszcze parę lat wstecz nawet po przeglądzie programów z moim uczestnictwem (mnie przyciągały jak konsultanta po diabetologii) po Pierwszym kanale (w systemie współrzędnych mojej mamy powyżej tylko kosmos) ona zapytywała mnie: "Kiedy ty sobie normalną pracę znajdziesz?".

A oto jeśli spróbować przeprowadzić razem więcej dób fizycznie, to obrazki z dzieciństwa ożyją. Ponieważ z mamą w jej dzieciństwie zwracały się w kilka razy goreje. Ona mi wydaje 2 rozczyn tego, że jej matka, moja brutalna ważka, wydawała jej.

Całe dzieciństwo powtarzałam teksty: "Ohm, nie będę nigdy mówił ze swoimi dziećmi Tak", lecz kiedy jestem podrażniona i kontrola słabnie, niby ze strony słyszę, jak moje usta wyrzucają na moje dziecko bardzo podobne teksty z zadziwiająco autentycznymi intonacjami – familijnymi. Absolutnie nie winię mamę w tym, że ona mówiła blisko 30 lat po temu i w tym, czego ona całkiem nie mówiła - "ulubiona dziewczynka", "moja kochana", "moja dobra". Ja już na swojej skórze odczuła, jak mocno na nas wpływa przeszywanie w wczesnym dzieciństwie. Te programy nie tak prosto skasować. Nie tak prosto instalować nowe nad starymi. Mi zostaje tylko współczuć jej. A także jej mamie, u której, jak nieskomplikowanie przypuścić, w dzieciństwie było jeszcze gorszej. I jeśli zajrzeć dalej, do historii rodziny, to w niej sam bies złamie nogę i ucieknie, skomląc, na tej, co pozostało. Głód, wojna, wrogowie narodu – oto to jest wszystko.

Mi zostaje tylko lubić ich wszystkich, co jest ułomne, takie, co żyło jak mogły, moich przodków, czyją sztafetę już przekazuję dalej. Mi zostaje tylko z całej siły lubić swojego syna, żeby na nim ta straszna sztafeta oderwała się.

Przepraszać po zerwaniach (które, na szczęście, są nie tak już częste), objaśniać, dlaczego takie odbywa się. Po 10 raz na dzień mówić o bezwzględnej miłości. Po 50 raz na dzień obejmować. Robić pozytywne zawiadomienia. Odpowiadać za jego jak dorosły za dziecko – żeby on nauczył się też odpowiadać za kogoś, kiedy urośnie. Robi wszystko, co mogę.

Robi wszystko, żeby głosy w jego głowie mówiły jemu, że on ma prawo do życia. Ma prawo do miłości po prostu dlatego, że urodził się. Że jemu nie należy ani tego, ani drugiego zasługiwać. Że on od przyrody jest piękny, rozumny i utalentowany (całe to jest prawda), że on ma duże serce i on urośnie prawdziwym mężczyzną. On już teraz przejawia się jak prawdziwy mężczyzna: zawsze otwiera przede mną drzwi, zabiera u mnie ważkość – jego takiemu nie uczyłam.

I czym więcej staram całe to robić, tym słabiej głosów istnieje w mojej głowie. Tak, oni wciąż są, i, być może, będą zawsze. Lecz już daleko nie zawsze ich słucham, tak samo, jak szum maszyn, co przejeżdżają obok, za oknem. Do wszystkiego przywykasz. Coraz mniej staram zasługiwać miłość i swoje prawo do istnienia i coraz więcej po prostu jestem sobą.

Dobrze rozumiem, że to nie tylko moja historia. U naszego narodu historycznie uwarunkowana niska samoocena. I jak długo to nie zmieni się – nie zmieni się w ogóle nic. Nie będzie żadnych uczciwych wyborów i czystych ulic. A w zamian tego będą wojny z sąsiadami, złodziej, kłamstwo, opilstwo i degradacja.

Nie mam odpowiedzi na pytanie, co z tym robić. Jak pomóc ludziom zżyć głosy w głowach, co mówią im, że oni – świnie, dorosłe kobyły, tłuste krowy. Głosy, co mówią im pójść napić się, żeby ujmować głośność. Czy pójść zerwać się na swoich dzieciach. Czy nienawidzić lady kto.

W moim systemie współrzędnych każdy rozpoczyna z siebie. Zwraca się za pomocy do fachowców, medytuje, modli się, zajmuje się jogą – w ogóle, robi to, co jemu pomaga. Stara się lubić swoich dzieci i swoich rodziców. Kiedy studiuje robić to, zaczynam ćwiczyć się na sąsiadach, koleżankach w pracy, okazyjnych przechodniach. Kiedy zaczynasz zajmować się sobą, pragnienia przerobić innych staje do razy mniej. Kiedy zaczniemy się – każdy się - rzeczywiście poważać, wtedy u nas wszystko będzie – i uczciwe wybory, i czyste ulice.

źródło:Facebook
 
 
 
Błąd w tekście? Zaznacz go i kliknij: Ctrl + Enter Systema Orphus© Orphus
Oferty pracy | Kontakty