Przypowieść o tym, jak zachować rodzinne szczęście

Pewnego dnia młody człowiek zapytał u mądrego człowieka:
— Jak potrafiłeś zachować rodzinne szczęście? Nigdy się nie kłócisz z żoną, wszyscy cię szanują i zasięgają porady. W czym tkwi sekret twojej mądrości?
Mędrzec uśmiechnął się i zawołał swoją żonę. Do pokoju weszła uśmiechnięta piękna kobieta. Wydaje się, że całą swoją postacią promienieje szczęście:
— Tak, kochanie!
— Kochanie zrób proszę zaczyn do ciasta.
— Dobrze!
Wyszła i po 20 minutach przyszła powiedzieć, że zaczyn jest gotowy.
— Dodaj do niego najlepsze masło topione z naszych zapasów. I wszystkie te orzechy, które zostawiliśmy na urodzinowy tort naszego syna.
— Dobrze.
I znowu przyszła po 10 minutach, a mąż powiedział:
— Dodaj tam i naszej dworskiej gliny, a potem wypiekaj.
— Dobrze — powiedziała żona.
I za pół godziny w jej rękach już było to dziwne ciasto.
— Oczywiście nie będziemy tego jeść! — powiedział mąż. — Wyrzuć to świniom na dworze.
— Dobrze — powiedziała żona.
Gość był zszokowany. Czy to jest możliwe? Żadnego słowa przeciwko, zrobiła wszystko co mąż powiedział. Nawet gdy zaproponował absurdalne rzeczy.
I mężczyzna postanowił powtórzyć eksperyment w domu. Gdy wszedł tam od razu usłyszał śmiech żony. Razem z koleżankami żona grała w gry planszowe.
— Żono! — zwrócił się do niej mężczyzna.
— Jestem zajęta! —zawołała z sypialni zirytowana małżonka.
— Żono!
Po 10 minutach pojawiła się:
— Czego chcesz?
— Zrób zaczyn!
— Zwariowałeś! W domu jest dużo jedzenia, a ja mam czym się zająć!
— Zrób zaczyn, powiedziałem ci!
Za pół godziny zirytowana żona powiedziała, że zaczyn jest gotowy.
— Dodaj tam najlepsze orzechy i całe topione masło.
— Zwariowałeś! Pojutrze jest ślub mojej siostry i te orzechy są potrzebne do ciasta!
— Zrób jak mówię!
Żona dodała do ciasta tylko część orzechów, a potem znowu przyszła do męża.
— A teraz dodaj do ciasta gliny!
— Chyba ci odbiło? Tyle produktów na daremnie zmarnowałam?
— Dodaj gliny mówię! A potem wypiekaj.
Za godzinę żona przyniosła ciasto i rzuciła go na stół:
— Bardzo chciałabym zobaczyć, jak ty to zjesz!
— A ja nie będę tego jeść — zanieś ciasto świniom!
— Wiesz co — powiedziała żona — to sam idź i nakarm swoje świnie!
Trzasnęła drzwiami i poszła do swojego pokoju. Jeszcze kilka dni śmiała się z męża przy gościach opowiadając tę historię.
I wtedy gość zdecydował się na powrót do mędrca:
— Dlaczego? Dlaczego ci wszystko się udało i twoja żona zrobiła jak powiedziałeś, a moja urządziła awanturę i do tego czasu się ze mnie śmieje? — zapytał od progu.
— Wszystko jest proste. Ja nie kłócę się z nią i nie rządzę. Bronię jej i to sprawia, że jest spokojna. Moja żona jest kluczem do mojego rodzinnego dobrobytu.
— I co mam robić? Szukać drugiej żony?
— To najprostszy sposób, który doprowadzi cię do samego nieszczęśliwego wyniku. Wam z żoną trzeba nauczyć się szanować siebie nawzajem. A ty jak mężczyzna powinieneś pierwszy zrobić wszystko, aby ona była szczęśliwa.
— Ja i tak dla niej wszystko robię!
—Czy ona jest szczęśliwa? A ty jesteś szczęśliwy? Przecież stworzyliście rodzinę, aby kochać, dbać o siebie i cieszyć się z życia razem. A zamiast tego się kłócicie, dzielicie władzę i obrażacie siebie...
Zamyślony mężczyzna poczłapał do domu. Po drodze zobaczył piękny krzak róż. Właśnie z takimi różami kiedyś prosił o jej rękę. Każdy dzień przynosił po jednej róży. O każdej porze roku... Kiedy ostatni raz darował jej te kwiaty? On już nie mógł sobie przypomnieć.
On zerwał gałązkę i zaniósł ją do domu. W domu wszyscy już spali. Nie chciał przeszkadzać żonie i po prostu położył kwiaty u jej wezgłowia. Rano na niego po raz pierwszy w ciągu ostatnich lat czekało śniadanie. I piękna żona, z błyszczącymi oczami. Uścisnął ją i delikatnie pocałował jak kiedyś, wiele lat temu.
Przestał zajmować się nieistotnymi sprawami, więcej czasu zaczął poświęcać żonie i starał się uczynić ją szczęśliwą. Jego uwielbienie i troska, czułość i miłość wracały do niego wielokrotnie pomnożone. Żona przestała chodzić w domu "byle jak", znowu zaczęła mu gotować jego ulubione dania, przestali się kłócić i wszystko było w porządku...
Minęło kilka lat i pewnego dnia do drzwi jego domu zapukał młody mężczyzna.
— Słyszałem, że twoje relacje z żoną są wzorem dla innych. A u mnie nic nie wychodzi. Z żoną cały czas się kłócimy, ona traci wszystkie pieniądze, ciągle się awanturujemy... W czym tkwi przyczyna? Przeczytałem już wiele książek, ale żadna nie pomogła mi...
Gospodarz uśmiechnął się i powiedział:
— Wejdź, kochany gościu. Moja żona właśnie zamierza upiec ciasto...











